piątek, 27 marca 2020

Świadectwo nadzwyczajnego szafarza w 10-tą rocznicę posługi


Jest 27 marca 2010 roku. Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Rozpoczyna się wyjątkowa dla mnie i pięćdziesięciu innych mężczyzn uroczystość. Biskup pośle nas, abyśmy zanosili Jezusa Chrystusa do tych, którzy sami nie mogą przyjść do kościoła ze względu na stan zdrowia. Otrzymamy błogosławieństwo do nadzwyczajnej posługi, której nie jest godzien żaden człowiek, a możliwa jest jedynie dzięki wielkiej miłości Pana Jezusa do ludzi.

Chwile oczekiwania wypełnione są wielką radością, ale i paraliżującym strachem pełnym pokory. Niedowierzanie, że moimi ludzkimi, niegodnymi dłońmi, będę podawał Ciało Zbawiciela siostrom i braciom w wierze. Ta posługa uwidacznia, jak Bóg działa przez maluczkich i jak tworzy z nich narzędzia pomocne do zbawienia wielu.

Nadszedł czas. Po miesiącach przygotowań, kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski, udziela mi błogosławieństwa i wiesza na szyi Krzyż nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej. W sercu odczuwam odrętwienie powodowane ogromną odpowiedzialnością, ale i wielkie pragnienie służby dla Stwórcy. Kłębią się myśli, że nie mogę tracić czasu, że chorzy czekają, chcą przyjmować Komunię Świętą, a ja mogę im przynieść Pana.

Moja pierwsza posługa nadzwyczajnego szafarza dokonała się parę dni później, w Wielki Czwartek. W kościele parafialnym, podczas Mszy Świętej, kapłani udzielali Eucharystii pod dwiema Postaciami. Pamiętam do dziś ten moment, kiedy kapłan poprosił mnie, abym trzymał kielich z Krwią Pana. Pamiętam jak podnosiłem ten kielich z ołtarza i pamiętam, jak cały, bez reszty, byłem na nim skupiony. Pamiętam każdy krok, każdy moment, gdy w moich rękach był Jezus pod postacią wina. Tego przeżycia nie mogę porównać do żadnego innego.

Dwa dni później, podczas Wigilii Paschalnej, po raz pierwszy kapłan podał mi puszkę
z Ciałem Pańskim i udzielałem Komunii Świętej. Powtórzyły się wszystkie odczucia. Pamiętam tą puszkę z Ciałem Pana. To na niej byłem całym sobą skupiony i choć wielka ilość osób przyjmowała tego wieczoru Komunię Świętą, to nie pamiętam nikogo z nich, choć pewnie było sporo znajomych. Pan pochłonął mnie całkowicie.

Mimo dziesięciu lat, które upływają od tego wielkiego dnia, podczas których wielokrotnie już byłem posyłany z posługą do Chorych w domach, szpitalu, czy do posługi podczas Mszy Świętych, moje odczucia nie zmieniły się. Dziękuję Panu Bogu, że nie wdarła się do mnie rutyna, czy przyzwyczajenie. Każda posługa jest największym przeżyciem i zawsze jest tak, jak za pierwszym razem.

Jestem w pełni świadom swojej niegodności. Po ludzku, pojąć nie mogę, jak człowiek może zanieść Jezusa Chrystusa drugiemu człowiekowi. Jak niewyobrażalnie wielka jest Miłość Boga, że tak zniża się do człowieka, aby dać mu Siebie.

Co dał mi Pan?

Otrzymałem od Pana wielki dar. Widzę i czuję przez cały czas, jak Jezus w tej posłudze obdarza “głodem” Eucharystii i jak obdarowuje przeżywaniem Mszy Świętej.

Kolejnym wielkim darem jaki otrzymałem, jest bezgraniczne zaufanie Jemu. Błogosławieństwo do posługi przyjąłem w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i właśnie tutaj, Pan wyrył mi w sercu słowa z łagiewnickiego obrazu - “Jezu, ufam Tobie”. Mimo wielu problemów, Jezus przenosi mnie ponad nimi. One nie zniknęły, ale zmieniła się całkowicie perspektywa, zmienił się cel i wszelkie kłopoty przestały mieć wielkie znaczenie. Przekonałem się, że jak Jezus zajmie się człowiekiem, jak Mu człowiek na to pozwoli, to zajmie się hojnie. Taki człowiek otrzyma dużo więcej, niż potrzebuje.

Największym jednak szczęściem, jakie daje mi Bóg, to obecność. Dar bycia tak blisko Jezusa Eucharystycznego, dar przebywania i rozmowy z Nim w drodze do chorych. Możliwość podążania za Nauczycielem ukrytym w Hostii.

Chwała Panu!

Dziękuję Bogu i ludziom

Wiem Panie, że Ty nie powołujesz uzdolnionych, ale uzdalniasz powołanych. Chwała Ci Boże za to, bo w przeciwnym razie nigdy nie miałbym szans Ci służyć.
Dziękuję Ci Panie za moją żonę Asię, a jej za to, że zgodziła się, abym Ci służył w tej posłudze.
Dziękuję Ci Jezu za ks. Grzegorza Szewczyka, który jako proboszcz mojej parafii, przekazał mi Twoje wezwanie i ks. kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi za błogosławieństwo i za posłanie mnie do posługi nadzwyczajnego szafarza.

Dzięki Ci Panie składam za te 10 lat.
Rób ze mną co chcesz, ufam Tobie!



Piotr
Kraków, 27 marca 2020 roku

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Ufają tylko odważni


Aby puścić kierownicę jadąc na rowerze, trzeba odwagi.
Trzeba uwierzyć, że jadąc prosto, rower się nie przewróci. Ten pierwszy raz - zawsze jest trudny. Gdy jednak się odważymy, to później będziemy tą kierownicę puszczać coraz częściej, bo oprócz wiary, będziemy mieć również doświadczenie. Nawet jak czasem zdarzy się, że niefortunnie najedziemy na krawężnik i nabijemy sobie guza, to potraktujemy to jako lekcję i dalej będziemy puszczać kierownicę.

Aby zaufać Jezusowi, trzeba odwagi.
Trzeba uwierzyć, że idąc przez życie prostą drogą, nie zawiedziemy się. Ten pierwszy raz - zawsze jest trudny. Gdy jednak się odważymy, to później będziemy Mu ufać coraz bardziej, bo oprócz wiary, będziemy mieć doświadczenie. Nawet jak czasem zdarzy się, że zbłądzimy kierowani naszą ludzką słabością, to On nas przytuli, przebaczy i nie będziemy już chcieli Mu nie ufać.

poniedziałek, 18 listopada 2019

piątek, 27 września 2019

Każdy z nas jest sługą

Czy tego chcemy, czy nie - każdy z nas jest sługą.

Niektórzy myślą, że są wolni. Mają władzę, firmy, domy, pieniądze. Kiedy chcą, mogą sobie wyjechać na jakąś wysepkę, czy skoczyć na zakupy do Paryża. “Świat jest ich”.

Nic bardziej mylnego! Każdy człowiek jest zależny, a wolność to złudzenie tak chętnie promowane i wmawiane nam.

- Dziecko jest całkowicie zależne od rodziców,
- Dorosły człowiek pracujący na etacie - od pracodawcy,
- Szef - od właścicieli firmy,
- Właściciele firmy - od nas wszystkich, bo to od nas zależy, czy kupimy ich produkty lub usługi i czy ta firma nadal będzie istniała,
- A Ci wszyscy oraz milionerzy, którzy odziedziczyli majątki, zależni są np. od polityki, ustroju, czy wojny, która w każdej chwili może zabrać ich dobytek.

Cała masa ludzi jest niewolnikami lub potencjalnymi niewolnikami banków i firm farmaceutycznych.

Na świecie nie ma wolności!
Można ją odnaleźć jedynie w Bogu. Tylko On pokazuje to co najważniejsze - Miłość!

W tej Bożej Miłości odnajduję nadzieję. To Ona pozwala mi z innej perspektywy spojrzeć na ziemskie problemy i cenić jedynie wartości nieśmiertelne.

Nikt mi jej nie zabierze, przetrwa nawet po śmierci ciała.
Nie muszę się obawiać o koniunkturę na giełdzie, ustrój polityczny, czy złodziei czyhających za rogiem.

Wprost idealnie wkomponowała się w to piosenka zespołu "Matula":
Każdy komuś służy,
jeśli nikomu, to się tylko łudzi.
Skoro zatem ja
komuś służyć mam,
to samemu Bogu swoją duszę dam.
Bo Bóg w Swej miłości nie zabierze mi wolności!